![]() |
|
Wizyty gości na Monte Cassino - Wersja do druku +- Państwo Kościelne Rotria (https://forum.rotria.net.pl) +-- Dział: NIEPODLEGŁE PAŃSTWA (https://forum.rotria.net.pl/forumdisplay.php?fid=380) +--- Dział: Wielkie Księstwo Toskanii (https://forum.rotria.net.pl/forumdisplay.php?fid=382) +---- Dział: Marchia Monte Cassino (https://forum.rotria.net.pl/forumdisplay.php?fid=173) +----- Dział: L'Abbazia di Montecassino (https://forum.rotria.net.pl/forumdisplay.php?fid=283) +----- Wątek: Wizyty gości na Monte Cassino (/showthread.php?tid=3887) |
Wizyty gości na Monte Cassino - Pedro I Catalán - 24.08.2026 Droga ku Monte Cassino pięła się coraz wyżej, wijąc się serpentynami. Po drodze minęli jeden z licznych pomników Jana I, których obecność Pedro przyjął z lekkim uśmiechem. Z każdym kolejnym zakrętem klasztorne zabudowania stawały się coraz wyraźniejsze, aż wreszcie górujący nad okolicą kompleks benedyktyński ukazał się w całej okazałości. Pedro I de Catalán znał Toskanię dotąd przede wszystkim z opowieści Jego Eminencji Aurelia de Medici y Zep. Nasłuchał się ich już zresztą tyle, że dalsze odkładanie podróży mogło zostać poczytane albo za brak ciekawości, albo - o zgrozo - za niedowiarstwo wobec zachwytów Eminencji. Skoro zaś przyszło mu spędzić w Rotrii nieco więcej czasu, uznał, że nadarza się sposobność, aby wreszcie przekonać się na własne oczy, czy Toskania rzeczywiście zasługuje na swoją sławę. ![]() Na klasztorne wzgórze wjechały dwie ciemne Hispano-Suizy. Pierwsza, długa H6B z zamkniętym nadwoziem, zatrzymała się przed głównym wejściem. Kierowca obszedł samochód i otworzył tylne drzwi. Pedro wysiadł bez pośpiechu, poprawił mankiet i przez chwilę przyglądał się zabudowaniom. Nie przybywał tu jako wysłannik Królestwa Skarlandu. Była to podróż prywatna, choć - jak przystało na króla, regenta Móstoles i starego sybarytę - nie całkiem pozbawiona pewnej oprawy. Chwilę później zatrzymał się drugi samochód, również Hispano-Suiza, lecz o bardziej podróżnym charakterze. Wysiadł z niego kamerdyner, drugi kierowca i opiekun trzymający na smyczy smukłego, jasnego charta hiszpańskiego. Z bagażnika zaczęto wyjmować kufry, skrzynie oraz starannie zabezpieczone pakunki. Pojawienie się dwóch automobili przed klasztorem nie mogło pozostać niezauważone. Po chwili w wejściu ukazała się jedna z sióstr benedyktynek. Król Senior skłonił się jej. - Laudetur Iesus Christus. Pedro de Catalán. Przybywam z Móstoles. Na moment odwrócił wzrok ku stojącym za nim samochodom, jakby dopiero teraz dostrzegł, że określenie „przybywam” było w tym wypadku pewnym uproszczeniem. - Obawiam się, Siostro, że bez zapowiedzi. Po krótkiej pauzie dodał: - Proszę przekazać Jego Eminencji, że przybyłem bez uprzedzenia nie przez zapomnienie. Uznałem bowiem, że człowiekowi tak doświadczonemu jak markiz nie należy pozostawiać zbyt wiele czasu na przygotowanie wymówki. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który nie pozostawiał wątpliwości, że mówi to z najszczerszą serdecznością. - Pomyślałem więc, że skoro już przybyłem do Monte Cassino, byłoby rzeczą niewybaczalną nie zapukać do drzwi jego gospodarza. Pedro spojrzał ponownie w stronę drugiego samochodu, gdzie służba właśnie stawiała na ziemi kolejny skórzany kufer. - A skoro już zapukałem, pozwalam sobie zapytać, czy Jego Eminencja znalazłby dla mnie przez kilka dni dach nad głową i miejsce przy swoim stole. Zapewniam, że staram się podróżować skromnie - dodał z zupełną powagą. - Proszę również powiedzieć markizowi, że nie przybyłem z pustymi rękami. Z drugiego samochodu przyniesiono najpierw niewielką drewnianą szkatułę. Wewnątrz znajdował się szafran z posiadłości w Móstoles. Za nią ustawiono skrzynię zawierającą kilka(naście) butelek starego brandy z regenckich piwnic. Pedro wskazał także na młodego galgo, który z zaciekawieniem obserwował klasztorne otoczenie. - Ten kawaler również przybył prosto z Móstoles jako mój skromny dar. Imienia nie otrzymał. Pomyślałem, że skoro ma zamieszkać w Monte Cassino, wybór powinien należeć do jego nowego właściciela. ![]() Na końcu służący ostrożnie wyjął największy z podarunków. Był nim pokaźny relikwiarz wykonany ze srebra i obficie złocony, wsparty na masywnej, ale kunsztownie cyzelowanej podstawie. Jego powierzchnię pokrywały motywy winnej latorośli, liści akantu i drobnych rozet. W narożach osadzono figury aniołów, zaś centralną część otaczała oprawa z kamieni szlachetnych. Na szczycie umieszczono niewielki krzyż wysadzany kamieniami, a u podstawy herb Księstwa Móstoles. Mimo całego przepychu wnętrze relikwiarza pozostawało puste. Do relikwiarza przyczepiono odręcznie wypisany blankiet: Cytat:Wasza Eminencjo, Upewniwszy się, że karta pozostała na swoim miejscu, zwrócił się ponownie do zakonnicy. - Proszę jedynie powiedzieć Jego Eminencji, że przywiozłem to wszystko z życzliwości dla gospodarza domu, do którego sam pozwoliłem sobie zapukać bez zaproszenia. Za jego plecami służący właśnie wyjmował z pojazdu trzeci duży kufer. RE: Niezapowiedziana wizyta w Monte Cassino - Pio Maria de Medici - 24.08.2026 Po pontyfikacie Jana I i Jana III Monte Cassino przestało być przyjaznym miejscem dla różnorakich szerszych spotkań. Klasztor stał się osobistą pustelnią kardynała de Medici, gdzie nie tylko spędzał czas z Siostrami, ale także przyjaciółmi, którzy dość często Emeryta nawiedzali na kieliszek koniaczka, plotki oraz grę w karty. Tego dnia jednak wszystko podziało się inaczej. Z okien osobistego gabinetu kardynała rozciąga się widok na długi podjazd, pełen slalomów, prowadzący do bram klasztornych. Pio de Medici tradycyjnie pijąc espresso wpatrywał się w smagane letnim wiatrem drzewa znajdujące się u podnóży wzgórza. Zauważył dość odważnie jak na te warunki drogowe jadące automobile. Nie wyglądały na samochody patriarsze.
![]() - Choć cholera wie, która maska Wieniawy mnie dzisiaj nawiedzi - stwierdził Medyceusz w myślach. Zaczerpnął ostatni łyk kawy z ulubionej filiżanki, podszedł do biurka i wykręcił numer do Siostry Scholastyki, pełniącej dziś urząd na klasztornej furcie. Kardynał podzielił się swoimi obawami oraz prosił o ostrożność, a jeżeli byłyby to samochody z urzędnikami Patriarchy kazał natychmiast wezwać straż klasztorną, która uroczyście wyprowadziłaby delikwentów z klasztoru. Sam nadal obserwował sytuację. Kiedy mobile minęły pierwsze bramy twierdzy Monte Cassino Pius rozpoznał w nich skarlandzką myśl techniczną. Zastanawiał się czego może chcieć skarlandzka delegacja, czy może przyjechał sam król Norbert, czy może jakiś niższy urzędnik zajechał oddać pamiątki po Karolu Medyceuszu. Rozpoznając na mobilu herby skarlandzkie dał znać telefonicznie Siostrom, że mamy "niezapowiadanego" gościa, które należy z szacunkiem powitać. Wyszedłszy ze swego gabinetu o lasce doczłapał do gabinetu swojej Sekretarz, Siostry Ratzinger, Przełożonej Klasztoru Mater Ecclesiae. Poprosił, aby na wszelki wypadek przygotować gościnne apartamenty dla jak widać Szacownego Gościa oraz jego świty. Poprosił także, aby to Siostra Ratzinger przywitała Gości w imieniu włodarza. Sam zaś udał się do swojej garderoby, aby zgodnie z protokołem dyplomatycznym powitać gości na specjalnie przygotowanym raucie oraz późniejszej kolacji. Siostra Ratzinger wyszła na powitanie, jak się okazało, Króla Seniora Skarlandu oraz przeprosiła za chwilową niedyspozycję Księcia Ferrary i Palestriny, a włodarza twierdzy na Monte Cassino. Poprosiła, aby Szacowni Goście po dłuższej podróży zatrzymali się chwilę w przygotowanych apartamentach, a Kardynał Medyceusz serdecznie zaprasza na aperitif oraz kolację do Sali Cesare de Medici. Siostry Benedyktynki zaprosiły Jego Królewską Mość do apartamentu patriarszego, przygotowanego wówczas dla Piusa Leona II, ale jego następcy nie korzystali z gościny, bo nie byli zapraszani. Współpracowników Króla Seniora Siostry zaprosiły do odpowiednich według ich rang i funkcji mieszkań i pokoi. Gości zachwyciła potęga pomieszczeń Klasztoru Monte Cassino. Choć z zewnątrz bryła wygląda bardzo surowo i ascetycznie, własności Piusa Medyceusza nie odbiegały wyglądem od najzacniejszych dworów panujących. W wielu miejscach Goście rozpoznali skarlandzki kunszt w wykonanych starannie meblach, pamiętających pewnie czasy Eleonory i Karola II. Wśród wielkich korytarzy zobaczyć można było portrety poprzednich panujących Medyceuszy, pięknie poszyte gobeliny z historią Klasztoru na Monte Cassino oraz Rotrii, a także zbiory broni białej i palnej. Każdy z gości otrzymał także jako osobistego "Anioła Stróża" jedną z sióstr zakonnych. Sama zaś Siostra Ratzinger, na wyraźne polecenie, towarzyszyła Królowi Seniorowi. ![]() RE: Niezapowiedziana wizyta w Monte Cassino - Pedro I Catalán - 24.08.2026 Pedro podążył za Siostrą Ratzinger w głąb klasztoru. Zwolnił jednak przy jednym ze starych sekretarzyków. Sam mebel nie wyróżniał się szczególnie spośród pozostałych, ale wydawał się dziwnie znajomy. Na jego froncie dostrzegł dwa jaśniejsze ślady i niewielkie otwory pozostawione po dawno zdemontowanych metalowych inicjałach. C. M. Pedro zatrzymał na nich wzrok nieco dłużej, niż wymagałaby tego zwykła ciekawość. Przesunął palcem po jednym z zagłębień. - Osobliwe - mruknął sam do siebie i ruszył dalej żwawszym krokiem, bo jego Anioł Stróż albo nie zauważył tego nieplanowanego postoju, albo zwyczajnie nie uznał za stosowne się tym przejąć. Apartament, który przeznaczył mu gospodarz, był znacznie okazalszy, niż Pedro spodziewał się w ramach swojej niezapowiedzianej wizyty. Przyjął jednak gościnność bez protestów. Obawiał się, że próba odmowy mogłaby zostać uznana za fałszywą skromność lub afront. Siostra Ratzinger objaśniła najważniejsze szczegóły pobytu, po czym przeszła do planów na wieczór. W tej samej chwili zadzwonił telefon. Benedyktynka przerwała wpół zdania i podniosła słuchawkę. Początkowo słuchała spokojnie, lecz po kilku chwilach jej twarz wyraźnie SPOWAŻNIAŁA. Odpowiedziała krótko, odłożyła słuchawkę i przez moment zdawała się szukać właściwych słów. Patriarcha Stefan II nie żył. Utonął w basenie w Castel Gandolfo. Król Senior przez chwilę milczał. Wieść była dla niego tyleż smutna, co rozczarowująca. Pontyfikat ledwie się rozpoczął. Wzbudzał emocje, rodził pytania i zapowiadał niejeden jeszcze spór. Tymczasem wszystko zakończyło się nagle, banalnie i ostatecznie. Pedro przeżegnał się. - Requiescat in pace - po czym dodał - Sądzę, Siostro, że raut właśnie przestał być najlepszym pomysłem. Siostra Ratzinger opuściła apartament, a król podszedł do okna pogrążony w zadumie. Na dziedzińcu dostrzegł przywiezionego z Móstoles galgo. Pies zdążył najwyraźniej oswoić się z nowym otoczeniem i teraz, zupełnie nieświadomy wydarzeń w Castel Gandolfo, krążył po klasztornym ogrodzie, obwąchując krzewy i próbując pochwycić niesione wiatrem motyle. Pedro obserwował zwierzę przez chwilę. Jeszcze przed kilkoma godzinami największym problemem charta było zapewne to, dlaczego zamknięto go w automobilu i wywieziono z Móstoles. Teraz znalazł się w obcym kraju, pośród obcych ludzi. Mimo to wystarczyło kilka nowych zapachów i kawałek ogrodu, by świat znów był dla niego zupełnie w porządku. Wracając myślami do usłyszanych przed momentem wieści, wyobraził sobie, jak w Apostolskim Mieście lada chwila rozpoczną się narady, domysły, rachuby i poszukiwanie odpowiedzi na niezliczone pytania. Tym razem jednak nie poprzez składane dubia, ale przez szepty niosące się szeroko w kuluarach. Dlatego właśnie Pedro ucieszył się, że wiadomość zastała go tutaj, daleko od stolicy. Monte Cassino jeszcze rano miało być jedynie pierwszym przystankiem podczas podróży po Toskanii. Teraz jego położenie na uboczu jawiło się niemal jako dar Opatrzności. Był również drugi, bardziej przyziemny powód do zadowolenia. Przyjazdu Pedra do Monte Cassino nie sposób było ukryć: dwa automobile, służba, benedyktynki i sam gospodarz klasztoru stanowili aż nadto świadków. Jeżeli więc w atmosferze, która niewątpliwie miała za chwilę zapanować w stolicy, komuś przyszłoby do głowy doszukiwać się skarlandzkiej ręki również w wydarzeniach z Castel Gandolfo, przynajmniej jego własne miejsce pobytu nie pozostawiało szczególnego pola do fantazji. W międzyczasie poinformowano Króla Seniora, że Kamerling Świętego Kościoła Rotryjskiego, Jego Eminencja Aurelio de Medici y Zep, wezwał w związku ze śmiercią Stefana II wszystkich kardynałów, nie wyłączając emerytów. - A jednak nawet emerytura nie chroni w Rotrii przed obowiązkami - zauważył Pedro. Postanowił więc zostawić gospodarzowi krótką wiadomość: Cytat:Eminencjo, Przekazał liścik służbie. Spojrzał ponownie przez okno. Chart właśnie zniknął za jednym z krzewów, by po chwili pojawić się po drugiej stronie, równie beztroski jak przedtem. Następnie Jego Królewska Mość udał się w poszukiwaniu klasztornej kaplicy. Nie wydawało mu się, żeby jego modlitwa mogła jeszcze wiele zmienić w losie duszy zmarłego Patriarchy, jednak dusze żywych wymagały teraz wstawiennictwa bardziej niż zwykle. Wizyta kardynała Orańskiego - Albert Orański - 25.08.2026 ![]() Wieczorne słońce powoli znikało za wzgórzami, kiedy u stóp klasztoru Monte Cassino pojawił się szmaragdowo zielony kabriolet, należący do kardynała Alberta Orańskiego. Samochód, lśniący w ostatnich promieniach dnia, wyraźnie odcinał się od surowego, kamiennego otoczenia. Za kierownicą siedział sam właściciel, który przybył na zaproszenie kardynała Pio Marii de Medici, pragnąc choć na kilka godzin uciec od ciężaru ostatnich wydarzeń.
W ostatnich dniach nie brakowało gwałtownych wydarzeń, niepokojących wiadomości i politycznych napięć. Kardynał Orański, przyzwyczajony do skromnego życia, z pewnym zdziwieniem sam przyznawał w myślach, że chyba właśnie teraz potrzebował czegoś zupełnie przeciwnego — odrobiny beztroski. Choćby jeden wieczór bez narad, listów, szeptów i pytań o to, co będzie dalej. Zamiast więc uczestniczyć w oficjalnych ceremoniach i demonstracyjnie opłakiwać patriarchę, postanowił spotkać się z dala od stolicy, w zaciszu pustelni Medyceusza na Monte Cassino. W kameralnym gronie gentlemanów zamierzał na kilka godzin odłożyć na bok kościelną politykę, dworskie intrygi i ciężar ostatnich dni. Zaparkował Mercedesa w pobliżu klasztoru i wysiadł, poprawiając szaty. Przy całej swojej prostocie lubił czasem pozwolić sobie na drobny przejaw elegancji, a szmaragdowy kabriolet był jednym z tych nielicznych luksusów, które sprawiały mu zwyczajną, niemal dziecięcą przyjemność. Nie przyjechał jednak z pustymi rękami. Niewielkie, starannie wykonane pudełko zawierało znakomite cygara z La Palmy. Prezent dla gospodarza miał być czymś więcej niż tylko uprzejmym gestem. Orański doskonale wiedział, że po ostatnich dniach nawet najbardziej dostojni hierarchowie potrzebowali czegoś tak prostego jak chwila rozmowy, dobry trunek i aromat tytoniu. Pomimo wielu wcześniejszych zaproszeń jakoś nigdy dotąd nie dane mu było odwiedzić dawnego kompana w jego najbardziej zacisznej i osobistej przestrzeni. Jak dotąd spotykali się w bardziej oficjalnych okolicznościach czy to w Pałacu Apostolskim, czy w Kurii. Być może z nastaniem emerytury zmienią się również codzienne rytuały - zamiast ciągłej gonitwy wśród niecierpiących zwłoki spraw znajdzie się wreszcie czas na smakowanie życia. Na spotkanie kardynała Orańskiego w imieniu gospodarza ruszyły siostry na codzień posługujące kardynałowi de Medici... RE: Wizyta kardynała Orańskiego - Maurycy Orański - 25.08.2026 Cygara z La Palmy? Trochę stare. Chyba że to przejęzyczenie i chodzi o te z Nowej Kurlandii, najpiewniej z San Alberto, bo te są najlepsze.
RE: Wizyta kardynała Orańskiego - Albert Orański - 25.08.2026 Z La Palmy najlepsze, Juan Paulo Morales sprezentował mi je wieki temu, smakują latynoskim komunizmem. Zakonserwowane prawie tak dobrze jak mumia Lenina. RE: Wizyta kardynała Orańskiego - Pio Maria de Medici - 25.08.2026 Albo Stefan II w chlorze. W moim imieniu Czcigodnym Gościem zajmie się Siostra Dolores, Przełożona Klasztoru na Monte Cassino. Zaś jako włodarz tych ziem odwiedzę Czcigodnego Gościa jutro. RE: Wizyta kardynała Orańskiego - Pedro I Catalán - 26.08.2026 Pedro wracał z klasztornej kaplicy podniesiony na duchu, pełen wiary w Bożą hojność i jak się miało za chwilę okazać - wiara ta nie była próżna. Jego spojrzenie przykuł hipnotyzująco szmaragdowy kabriolet zaparkowany na podjeździe. Nagle stało się dla niego jasne, że czasem wcale nie potrzeba nadmuchanego anturażu, żeby zrobić wrażenie. Jeden przemyślany i ze smakiem dobrany detal potrafi zrobić całą robotę. Musiał przyznać, że to lekcja, której wciąż porządnie nie przyswoił. Zaraz potem zobaczył prowadzonego przez Siostrę Dolores kardynała Orańskiego i zrozumiał, do kogo należał automobil. - Eminencjo! Dobrze, że Eminencję spotykam, bo pilnie muszę się wyspowiadać z grzechu zazdrości. Przy okazji cieszę się, że wreszcie mam sposobność podziękować za tak życzliwe powitanie po moim powrocie do Rotrii. I cieszę się, że będziemy mogli spędzić w spokoju trochę czasu, szczególnie że nie miałem jeszcze sposobności spotkać gospodarza, a choć Siostra Ratzinger otoczyła mnie gorliwą opieką, to jednak nie chciałbym nadużywać jej benedyktyńsiej cierpliwości. RE: Wizyta kardynała Orańskiego - Albert Orański - 26.08.2026 Rad jestem Was widzieć, Wasza Wysokość. Gospodarz faktycznie skrył się gdzieś w zakamarkach swojej pustelni i pozostaje póki co dla nas niedostępny. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak zdać się na nasze własne towarzystwo oraz gościnność sióstr, ufając, że Kardynał de Medici rychło nas swoją obecnością zaszczyci. Póki co, zdaje się że będziemy mieli wiele czasu na rozmowę. Grywa Wasza Wysokość w szachy? Siostry z pewnością chętnie wskażą nam drogę do biblioteki. RE: Wizyta kardynała Orańskiego - Pedro I Catalán - 26.08.2026 Owszem. Mam szczególną słabość do gambitu królewskiego. Nigdy nie byłem szczególnie dobry w oszczędzaniu pionków. Ani, prawdę mówiąc, czegokolwiek innego. Biblioteka brzmi doskonale. Na szachownicy przynajmniej mat to mat. Nie kończy się po kilku dniach niespodziewanym Zmartwychwstaniem. Skoro mamy rozmawiać bez protokołu, proszę mi powiedzieć, Eminencjo - czy kardynalska emerytura rzeczywiście smakuje tak dobrze, jak wygląda z zewnątrz? |