Liczba postów: 3211
Liczba wątków: 402
Dołączył: 05.08.2017
Wasza Świątobliwość,
Wasze Eminencje,
najmocniej przepraszam za spóźnienie na nasze obrady. Jak zauważył Jego Świątobliwość, obowiązki Wielkiego Inkwizytora zatrzymały mnie na dłużej w Pałacu Laterańskim.
Jak niektórzy z Braci wiedzą, szykowałem już długą wiadomość do przedstawienia na bieżącym konsystorzu. Postanowiłem ją usunąć, bowiem inaugurację tematów obrad wziął na siebie Jego Eminencja Mikołaj Dreder.
Co do kwestii kardynałów honorowych, słusznie temat jest dyskutowany w szerszym gronie. Osobiście nie widzę niczego zdrożnego w istnieniu tej instytucji, niemniej wymaga ona dopracowania. Przede wszystkim, w okresie przedsoborowym realnego Kościoła, kardynałowie "świeccy" nie byli wcale świeckimi, a raczej minorystami. Ponieważ poprzedni Patriarcha dał Kościołowi długo wyczekiwane święcenia niższe, proponuję zobowiązać na przyszłość wszystkich kardynałów świeckich do przyjęcia przynajmniej tonsury. Kardynał bowiem, jako członek kleru Apostolskiego Miasta, musi być związany nie tylko z władzą, ale też z apostolskim charakterem posługi Kościoła. Nie jest to zerwanie z tradycją, a raczej jej organiczny rozwój.
Za zdecydowanie większy problem uważam postępującą inflację godności kardynalskiej. Jesteśmy, jak się zdaje, większością w Kościele. To zupełnie absurdalna sytuacja. Nie chcę sugerować Ojcu Świętemu, aby komukolwiek - zwłaszcza Czcigodnym Nestorom - odbierał purpurę. To my sami musimy w sercu rozważyć, czy dla dobra tej godności nie winniśmy złożyć czerwonego galero u stóp Ołtarza.
Z tego miejsca publicznie deklaruję wobec Waszej Świątobliwości i Waszych Eminencji zamiar rezygnacji z godności kardynalskiej. Jestem najdłużej noszącym purpurę spośród nas, a JE Mikołaj Dreder przyjął ją zaledwie minutę później niż ja. Od czasu mojej nominacji z rąk Patriarchy Sylwestra I minęło już ponad 7 lat. Nie wiem, czy ktokolwiek dłużej zasiadał w Kolegium Kardynalskim. Jestem kardynałem całym sobą i zmiana tego stanu rzeczy będzie dla mnie trudna, jednak - jeśli to pozwoli odbudować godność i wartość stopnia kardynała - muszę to uczynić. Ktoś musi się poświęcić, bowiem - nie boję się tego powiedzieć - obecna inflacja godności purpury naraża cały Kościół Powszechny na śmieszność.
Przy obecnym stanie personalnym Kościoła, całkowitym niedoborze niższego duchowieństwa, bardzo małej liczbie biskupów bez kapelusza, wystarczyłoby może trzech kardynałów. Reszta powinna służyć Kościołowi na innych polach - tam, gdzie mamy braki. Nie jest potrzebny kapelusz do wydawania wyroków w Inkwizycji, do zarządzania diecezją, do kierowania wojskami, do prowadzenia badań naukowych, do dyplomacji, do pracy w Kurii, do tworzenia narracji. Wielu wybitnych Rotryjczyków służyło Kościołowi bez kapelusza. On jest potrzebny tylko do wybierania Patriarchy i służenia mu.
Kto zatem powinien stracić kapelusz? Nikt z nas nie zasłużył na to, choć możemy się spierać, kto zasłużył na otrzymanie go. W tej tragicznej sytuacji sami powinniśmy wykazać się heroizmem, wyzbyć się dumy i pomyśleć o Kościele. W przyszłości należy również bardziej rozważnie rozdzielać kapelusze kardynalskie, biorąc pod uwagę realne zaangażowanie, stopień integracji z Kościołem, indywidualną historię i przede wszystkim zasługi.
Zaś co do Emerytów, proponuję uszanować siwiznę i ich wielką mądrość. Sami będą wiedzieli, co jest dobre dla Kościoła. Jeśli tym dobrem jest pozostanie w Kolegium, tego właśnie potrzebujemy. Nie można bowiem odebrać purpury ludziom, którzy poświęcili ponad dekadę dla Rotrii, aby zrobić miejsce dla młodszych.
Jego Wielkoksiążęca i Arcykatolicka Mość,
Jego Eminencja x. dr net. Aurelio Lorenzo Carlo Paolo kard. de Medici y Zep, prof. UR
Najwyższy Trybun Świętego Kościoła Rotryskiego, Wielki Książę Toskanii, Wielki Książę Rotrii etc.