Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Processus inq. ad investigandam legitimitatem pontificatuum CIII et AIV etc.
#81
Wasza Świątobliwość,
Wasze Eminencje,
Wasze Ekscelencje,
Wasze Wysokości,
Przewielebni Księża,
P.T. Uczestnicy Rozprawy,

w związku z bullą Ius et iustitia Jego Świątobliwości Ferdynanda I informuję, że wobec przekształcenia Kongregacji Świętej i Powszechnej Inkwizycji w Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej i utworzenia nowego urzędu pod nazwą Inkwizycji, odtąd sprawę prowadzi Sygnatura Apostolska, a rozprawie będę przewodniczył i wyrok wydam jako Najwyższy Trybun.

Ponownie wzywam Jego Eminencję @Pio Maria de Medici do udzielenia odpowiedzi na postawione pytania.

Cum debita reverentia
Aurelius L. C. P. card. de Medici y Zep
Supremus Iudex
Jego Wielkoksiążęca i Arcykatolicka Mość, 
Jego Eminencja x. dr net. Aurelio Lorenzo Carlo Paolo kard. de Medici y Zep, prof. UR

Najwyższy Trybun Świętego Kościoła Rotryskiego, Wielki Książę Toskanii, Wielki Książę Rotrii etc.

[Obrazek: aurelio-kardyna-gotowy-herb.png]
[-] 1 użytkownik polubienia ten post.
  • Fryderyk van Oranje
Odpowiedz

#82
Najwyższy Trybunał Sygnatury Apostolskiej ponawia wezwanie wobec Jego Eminencji Piusa Medyceusza. Jednocześnie wszystkich, którzy mogą dysponować wiedzą nt. przedmiotu postępowania, wzywam do zgłoszenia tego faktu i złożenia zeznań.
Jego Wielkoksiążęca i Arcykatolicka Mość, 
Jego Eminencja x. dr net. Aurelio Lorenzo Carlo Paolo kard. de Medici y Zep, prof. UR

Najwyższy Trybun Świętego Kościoła Rotryskiego, Wielki Książę Toskanii, Wielki Książę Rotrii etc.

[Obrazek: aurelio-kardyna-gotowy-herb.png]
Odpowiedz

#83
Ponawiam wezwanie.
Jego Wielkoksiążęca i Arcykatolicka Mość, 
Jego Eminencja x. dr net. Aurelio Lorenzo Carlo Paolo kard. de Medici y Zep, prof. UR

Najwyższy Trybun Świętego Kościoła Rotryskiego, Wielki Książę Toskanii, Wielki Książę Rotrii etc.

[Obrazek: aurelio-kardyna-gotowy-herb.png]
Odpowiedz

#84
Cytat:
Wasza Eminencjo Najwyższy Trybunie,

skoro zostałem już wezwany po raz tyle razy, że zaczynam się obawiać, iż nieudzielenie odpowiedzi zostanie wkrótce uznane za odrębną schizmę, odpowiadam. I uczynię to możliwie szeroko, ponieważ w tym przypadku jestem nie tylko obserwatorem wydarzeń, lecz - niestety albo na szczęście - jednym z eksponatów muzealnych tej epoki. Postaram się to w miarę logicznie ułożyć według pytań Wysokiego Trybunału, choć w moim wieku logika nie zawsze wiążę się z jednym ciągiem mowy.

I. Ksawery van Berden i uznawanie Benedykta I
Jeżeli Trybunał pyta mnie, czy Ksawery van Berden uznawał Benedykta I za Patriarchę Rotrii, to na podstawie dokumentów przedstawionych podczas niniejszego postępowania odpowiedzieć należy: przynajmniej przez pewien czas zachowywał się tak, jak gdyby go uznawał. Gratulował mu wyboru. Brał udział w zwołanym przez niego Soborze. Zwracał się do zgromadzenia zwołanego przez Benedykta w sposób, który trudno pogodzić z teorią, że od samego początku uważał go za uzurpatora bez jakiegokolwiek prawa do sprawowania władzy.
Nie siedziałem jednak w głowie Ksawerego van Berdena - a miejsce to, jak podejrzewam, nawet dla Inkwizycji mogłoby okazać się terenem trudnym do eksploracji. Nie jestem więc w stanie powiedzieć, czy było to uznanie prawne, polityczne, faktyczne czy tylko kurtuazyjne. Mogę natomiast powiedzieć coś innego.
Teza o całkowitej nieważności pontyfikatów okresu schizmy została uporządkowana dopiero później, kiedy zaczęto budować III Rotrię i należało znaleźć dla niej jasny fundament ciągłości ustrojowej. Tym fundamentem stał się Ksawery van Berden jako Regent i ostatni reprezentant dawnego porządku. Było to rozwiązanie niezwykle wygodne. Czy było prawdziwe prawnie?
To właśnie, jak rozumiem, Eminencja usiłuje ustalić od kilkudziesięciu stron tego procesu.
Historia tamtych miesięcy nie była bowiem tak schludna, jak przedstawiały ją późniejsze podręczniki.
Nie było jednego legalnego Kościoła i pięciu osób siedzących pod płotem, które postanowiły sobie dla rozrywki zostać antypatriarchami.
Był Kościół rozbity. Było kilka środowisk. Każde miało swoją argumentację, swoje prawo, swoich duchownych, swoich przyjaciół zagranicznych i - - rzecz jasna - święte przekonanie, że to właśnie ono reprezentuje prawdziwą Rotrię.
Jak to zwykle w Rotrii bywało, wszyscy mieli dokumenty, wszyscy mieli rację i wszyscy wzajemnie obkładali się nieważnością.


II. Kościół Galicyjski
Tutaj moja odpowiedź może być znacznie bardziej osobista.
Tak, osobą animowaną przeze mnie był wówczas Karol Wawrzyniec de Medici y Zep, znany również jako Kalikst I.
I tak - stał on na czele tworu nazywanego Kościołem Galicyjskim. Nie zamierzam po jedenastu latach udawać, że nie wiem, kim był Kalikst, bo przy odrobinie wysiłku moglibyśmy dojść do sytuacji, w której musiałbym sam siebie przesłuchiwać jako Wielki Inkwizytor. A tego nawet Rotria mogłaby nie wytrzymać.
Kościół Galicyjski powstał jako jeden z owoców rozpadu dawnej jedności Kościoła Rotryjskiego. Trzeba pamiętać, że po rewolucji i rozkładzie dawnych struktur nie istniała jedna oczywista władza, wokół której wszyscy automatycznie się zgromadzili.
Przeciwnie.
Powstało kilka ośrodków, które na różne sposoby próbowały zachować tradycję rotryjską.
Była obediencja niderlandzka. Był Kościół Starorotryjski. Były inne środowiska kościelne.
I był także Kościół Galicyjski, związany przede wszystkim z przestrzenią polityczną Galicji i Skarlandu.
Nie przedstawiałbym go jednak jako państwa kościelnego posiadającego wszystkie instytucje dawnej Rotrii. Tak nie było. Była to raczej obediencja kościelna, która uważała się za jednego ze spadkobierców rozbitego Kościoła Rotryjskiego. Posługiwała się jego tradycją, symboliką, tytulaturą i sukcesją. Nie twierdzę natomiast, że cały mikroświat padł wówczas przed Kalikstem na kolana i zawołał: „Habemus Patriarcham, problem rozwiązany”. Gdyby tak było, nie mielibyśmy schizmy.

III. Elekcja Kaliksta
Co do samej elekcji na urząd Kaliksta I muszę zachować uczciwość wobec Trybunału. Nie posiadam obecnie przed sobą protokołu wyborczego ani aktu, z którego mógłbym po jedenastu latach odczytać Eminencji listę elektorów, godzinę głosowania i to, kto pierwszy otworzył drzwi. Jeżeli dokument taki zachował się w archiwach Skarlandu lub Galicji, powinien przemówić sam. Nie zamierzam uzupełniać luk pamięci fantazją tylko dlatego, że brzmi ona dobrze w protokole.
Pamiętam natomiast polityczną naturę tego przedsięwzięcia. Kościół Galicyjski wyrastał ze środowiska pozostającego pod bardzo silnym wpływem Skarlandu i był próbą zachowania instytucjonalnej oraz duchowej ciągłości tradycji rotryjskiej poza samą Rotrią. Nie był więc przypadkową parafią utworzoną w niedzielne popołudnie. Był częścią większej walki o odpowiedź na pytanie: gdzie właściwie po rozpadzie Państwa Kościelnego znajduje się Kościół Rotryjski?
I na to pytanie każdy odpowiadał inaczej. Orańscy mieli swoją odpowiedź. Dreder miał swoją. Van Berden miał swoją. Medyceusze również swoją. Cud, że przy tylu odpowiedziach ktokolwiek jeszcze pamiętał pytanie.

IV. Skład osobowy
Kościół Galicyjski nie był ogromną organizacją.
Nie należy przykładać do niego miary późniejszej III Rotrii z rozbudowaną Kurią, Kolegium Kardynalskim, prowincjami i kilkunastoma urzędami, z których połowa służyła głównie temu, żeby właściciel mógł wpisać urząd do sygnatury. Była to struktura niewielka.
Z materiałów dotyczących późniejszego zjednoczenia wynika wyraźnie, że środowisko galicyjskie reprezentowali między innymi Karol Wawrzyniec Medyceusz oraz Juan José Villagómez, a przy tworzeniu nowej Rotrii ludzie wywodzący się z tej obediencji uczestniczyli na równi z przedstawicielami pozostałych środowisk.
I to jest dla mnie ważniejsze od późniejszych etykiet. Gdy doszło do zjednoczenia, nie potraktowano nas jak ludzi, którzy przyszli z ulicy. Przedstawiciele poszczególnych obediencji wspólnie tworzyli nowy porządek.


V. Czy Kościół Galicyjski uważał się za kontynuatora Rotrii?
Tak.
Ale z ważnym zastrzeżeniem.
Nie powiedziałbym dzisiaj, że uważaliśmy się za jedynych bezdyskusyjnych dziedziców Rotrii, posiadających monopol na jej istnienie.
Uważaliśmy natomiast, że przechowujemy część jej spuścizny kościelnej. Było to wówczas zresztą zjawisko szersze.
Sam wiele lat później pisałem, że w czasach rozpadu był Patriarcha Paweł w Bialenii, był Kalikst w Galicji, byli inni biskupi i każda z tych struktur wydawała własne prawa.
Dziś powiedziałbym tak samo. Kościół Rotryjski po prostu się rozpadł. Jego tradycja nie zniknęła. Rozeszła się wraz z ludźmi, którzy ją nieśli. Jeden kawałek znalazł się w Galicji. Drugi w Niderlandach. Trzeci gdzie indziej. Każdy miał mitrę i każdy twierdził, że jego kawałek jest całą układanką.
Dopiero później zaczęliśmy ją składać z powrotem.


VI. Uznanie międzynarodowe
Kościół Galicyjski miał oparcie przede wszystkim w środowisku skarlandzkim. Nie twierdzę jednak, że posiadał powszechne uznanie chrześcijańskiego mikroświata. Takiego uznania nie posiadała w tym czasie chyba żadna ze stron konfliktu w stopniu, który kończyłby spór. I ponownie - gdyby posiadała, schizmy by nie było. Istniało raczej uznanie cząstkowe, wynikające z relacji politycznych, personalnych i dynastycznych. Jedne państwa czy środowiska skłaniały się ku jednej obediencji, inne ku drugiej. Mikroświat nie otrzymał wówczas z Nieba faksu z informacją, który patriarcha jest prawdziwy. Musiał radzić sobie sam. Jak widać - średnio mu poszło.


VII. Koniec Kościoła Galicyjskiego
Najistotniejszy jest jednak dla mnie jego koniec. Kiedy pojawiła się realna możliwość odbudowania jednego Kościoła, nie zdecydowałem się bronić własnego tronu. Nie rozpocząłem wojny o Kaliksta. Nie założyłem nowego forum. Nie ogłosiłem, że wszyscy poza mną są heretykami. Przeciwnie. Kościół Galicyjski został przeze mnie rozwiązany, a jego insygnia zostały przeze mnie osobiście złożone przed Aleksandrem IV.
Nie jest to dziś kwestia wspomnienia. Zachował się mój wniosek z dnia 23 grudnia 2015 roku, w którym zwracając się do Aleksandra IV napisałem wprost, że składam pod jego stopy wszelkie insygnia Kościoła Galicyjskiego jako dowód wierności jemu oraz jego następcom.
Trudno o bardziej jednoznaczny akt. Nie robiłem tego dlatego, że nagle doznałem objawienia, iż wszystko, co robiliśmy wcześniej, było bezwartościowe. Zrobiłem to dlatego, że jedność Kościoła była ważniejsza od dalszego prowadzenia sporu o to, kto przez poprzedni rok miał więcej racji. Jeżeli miałem do wyboru zachować tytuł Kaliksta I i zostać patriarchą własnego biurka albo zrzec się wszystkiego i uczestniczyć w odbudowie wspólnej Rotrii - wybór był prosty.


VIII. Aleksander IV i nowy porządek
Trzeba też pamiętać, że nowa Rotria nie została zbudowana wyłącznie przez van Berdena. W jej narodzinach uczestniczyli ludzie ze wszystkich zwaśnionych środowisk. To jest fakt historyczny, którego nie powinniśmy dziś usuwać gumką tylko dlatego, że komplikuje wykładnię prawną. Przedstawiciele obediencji niderlandzkiej. Przedstawiciele środowiska galicyjskiego. Ludzie innych kościołów powstałych po rozpadzie. Wszyscy znaleźli się ostatecznie przy jednym stole. Dlatego III Rotria była w praktyce bardziej aktem zjednoczenia niż prostym przywróceniem jednej z wcześniejszych stron konfliktu. Późniejsza historiografia potrzebowała prostego początku. Znalazła go w Regenturze Ksawerego van Berdena.
Rozumiem dlaczego. Sam przez lata taką narrację przyjmowałem i głosiłem. Ale czym innym jest użyteczna narracja ustrojowa, a czym innym dokładny opis wydarzeń. Historia, niestety, nie ma obowiązku być prosta.


IX. Moja dzisiejsza ocena
Czy Kościół Galicyjski był legalnym Kościołem Rotryjskim? Nie do mnie należy dziś wydawanie takiego wyroku. Byłem zbyt zainteresowaną stroną, żeby po latach przebierać się jeszcze za własnego sędziego. Mogę powiedzieć natomiast z całą odpowiedzialnością: był rzeczywistą częścią rozbitej wspólnoty rotryjskiej. Miał duchownych. Miał zwierzchnika. Miał własne życie kościelne. Odwoływał się do tradycji Rotrii. Funkcjonował w stosunkach z innymi podmiotami mikroświata. A kiedy przyszła możliwość zjednoczenia - sam się rozwiązał i przekazał swoją spuściznę odbudowanemu Kościołowi. I dlatego nie jestem zwolennikiem pisania historii tamtego okresu językiem: „tu był prawdziwy Kościół, a cała reszta była niczym”. Cała reszta nie była niczym. Cała reszta była właśnie Rotrią w stanie rozpadu. To z tych kawałków powstała później III Rotria.


Na koniec powiem jeszcze jedno.
Przez lata z łatwością nazywaliśmy jednych patriarchów legalnymi, drugich antypatriarchami, trzecich schizmatykami, a czwartych Regentami. Po jedenastu latach i po przeczytaniu tego procesu mam coraz większe przekonanie, że Pan Bóg jeden wie, kto tam był kim. Najwyższy Trybunał może spróbować dowiedzieć się jako drugi. Ja zaś powiedziałem wszystko, co pamiętam i co potwierdzają dostępne dokumenty. Resztę pozostawiam Eminencji.
† Pio Maria de Medici
Wielki Inkwizytor Świętego Oficjum
Sekretarz Stanu Świętej Stolicy
Primus inter Emeritos
Naczelny Senior Rotrii
Książę Ferrary i Palestriny
markiz Monte Cassino
† PIO DE MEDICI
 
Panzerhaubitzekardinal 
Wielki Inkwizytor Świętego Oficjum
Sekretarz Stanu Świętej Stolicy
Primus inter Emeritos, Naczelny Senior Rotrii,
Książę Ferrary i Palestriny, markiz Monte Cassino, właściciel Mater Ecclesiae
 
 
[Obrazek: 101005704499834958_t.jpg]
[-] 1 użytkownik polubienia ten post.
  • Fryderyk van Oranje
Odpowiedz

#85
Wasza Eminencjo,

dziękuję za złożenie zeznań. Po raz ostatni wzywam w charakterze świadka Jego Eminencję Ksawerego van Berdena.

Jednocześnie zwracam się do wszystkich tu obecnych z pytaniem: czy ktokolwiek ma coś do dodania w przedmiotowej sprawie? Niech zatem każdy czuje się wolny i upoważniony do zabrania głosu.
Jego Wielkoksiążęca i Arcykatolicka Mość, 
Jego Eminencja x. dr net. Aurelio Lorenzo Carlo Paolo kard. de Medici y Zep, prof. UR

Najwyższy Trybun Świętego Kościoła Rotryskiego, Wielki Książę Toskanii, Wielki Książę Rotrii etc.

[Obrazek: aurelio-kardyna-gotowy-herb.png]
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB
Silnik forum MyBB, © 2002-2026 Melroy van den Berg.