Liczba postów: 772
Liczba wątków: 43
Dołączył: 14.05.2025
15.02.2026, 11:24:57
Regent tego wieczoru jadł kolację, popijając przy tym kieliszek wina, jak to miał w zwyczaju. Gdy już wstał ze stołu i zamierzał przygotować się do snu, zadzwonił telefon. Nauczony ostatnimi doświadczeniami z sektą, duchowny postanowił go odebrać.
- Wasza Ekscelencjo, proszę przyjechać do Bazyliki Laterańskiej! - usłyszał w słuchawce głos kardynała Piusa Medycejskiego.
- Co się stało, Wasza Eminencjo? - zapytał spokojnie arcybiskup.
- Ktoś wykradł trumnę z ciałem Karola Wawrzyńca. Znaleziono jeszcze kartę króla karo, a z tyłu widnieje Escorial.
- Dobrze, zaraz będę na miejscu - mruknął Regent, po czym odłożył słuchawkę.
Pośpiesznie na swoją sutannę nałożył płaszcz i wyszedł z Pałacu Apostolskiego. Wsiadł do swojego automobilu i sunął przez tętniące życiem uliczki. Widział, jak młodzież urzęduje jeszcze w trattoriach, pomimo wieczorowej pory. Wszak wszelkie lokale były otwarte do północy. Gdy już był przy Bazylice Laterańskiej, zatrzymał się przy drzwiach wejściowych. Wysiadł z pojazdu i udał się do świątyni. Od razu zauważył kardynałów Medyceusza i Dredera stojących przy zniszczonej tumbie.
- Szczęść Boże - mruknął na powitanie. - Co tu dokładnie się stało?
- Nie wiemy. Prowadzę tutaj badania historyczno-archeologiczne, dlatego ta świątynia jest zamknięta. Dziś musiałem udać się do szpitala, zaś pracownicy Uniwersytetu dostali wolne. Wracając od lekarza, odkryłem to - rzekł kardynał Dreder.
- Dobry Jezu, najpierw biskup Pafnucy, teraz Karol Wawrzyniec. Teraz chcę zobaczyć tę kartę króla karo - odpowiedział mu arcybiskup
Po tych słowach kardynał Dreder podał Regentowi kartę króla karo. Regent przyjrzał jej się dokładnie, zaś z tyłu zauważył Escorial. Było tak, jak powiedział mu kardynał Pius. Oddał kartę kardynałowi Drederowi, po czym rzekł:
- Bardzo dziwna sprawa. Trzeba jakoś zabezpieczyć miejsca pochówku ważnych dla Państwa Kościelnego osób.
Jego Książęca Wysokość i Ekscelencja mgr. net Henryk Tymoteusz Ziemiański-Wieniawa OSI
Książę Koronny Wielkiego Księstwa Ankony
Kapitan Regent Wielkiego Księstwa Ankony
Arcybiskup achkovski
Prymas II Federacji Nordackiej
Prefekt Kongregacji ds. Kościoła i Duchowieństwa
Markiz Senigalli
Hrabia Bari
Hrabia Arezzo
Baron Dalmazji
1 użytkownik polubienia ten post.1 użytkownik polubienia ten post.
• Albert
Liczba postów: 2634
Liczba wątków: 256
Dołączył: 18.05.2016
Jedyny trop prowadzi do kościoła Świętej Agnieszki - tam też postanowili udać się dwaj kardynałowie oraz ich współpracownicy. Dreder wziął ze sobą kilka map oraz opracowań naukowych, zaś Medyceusz swój gruby pamiętnik; cel przyświecał im tylko jeden - znaleźć powiązania między tymi wszystkimi incydentami, które na przestrzeni lat miały miejsce w Apostolskim Mieście. Medyceusz, za każdym razem gdy w swoim pamiętniku odkrył notatkę mającą potencjalnie większy wpływ na badaną sprawę, poprawiał palcem wskazującym okulary, które miał na swoim nosie - on zawsze w ten sposób podkreślał, że chce coś ważnego powiedzieć. Z kolei Dreder, analizując mapy - a konkretnie trasy podziemnych przejść, które łączą kościół świętej Agnieszki z innymi punktami na mapie, drapał się po łysinie - to był jego tik, którym podkreślał, że jego kora mózgowa wrzuciła trzeci bieg - w końcu w tych czasach, każdy sportowy samochód miał właśnie trzy biegi i ten trzeci bieg świadczył o pracy na najwyższych obrotach.
- Pio... spójrz na to... - Dreder pokazał swemu przyjacielowi na mapie dziwny symbol.
- Co to jest? - zapytał Medyceusz wyraźnie zaintrygowany odnalezionym w notatkach Mikołaja symbolem - Gdzieś to już widziałem, ale nie mogę sobie przypomnieć, co znaczył ów symbol, do jasnej cholery! - kończąc tę krótką myśl przekleństwem, wyraźnie poddenerwowany Medyceusz.
- A ja pamiętam... - zakończył krótką rozmowę Mikołaj.
W notatkach kardynała Dredera widniał niezbadany szczegółowo symbol trójkąta równobocznego, którego szczyt opisany był literą "E", zaś kąty dolnej podstawy odpowiednio literami "F" oraz "L". W środku tego trójkąta wpisana zaś była litera "M". Ech, Vratislavia, wyjątkowo szkodliwy odłam Wieniawitów, Wieniawici - główny trzon - sami uznają ich za sektę. Sekta w sekcie można powiedzieć. Podobną czczą trupy, uprawiają magiczne rytuały i praktykują różne inne czyny lubieżne. Szkoda, że nie urodziłem się kilka wieków wcześniej, pracowałbym w Świętej Inkwizycji i ogniem na stosie wybiłbym im ten pomysł z głowy, a tak to szukaj ich po świecie, gdzie każdy może do nich należeć. - rozmarzył się Dreder - Chwila... każdy? - po czym odwrócił głowę w kierunku swojego towarzysza - Pio, Ty nie masz żadnej wiedzy na temat Vratislavii?
- Daj mi spokój, wiesz, Świadkowie Wieniawy... Projektanci... Wystarczy mi tych sekt do badania, sam się zajmij nimi, nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego. - Uciął rozmowę wyraźnie poddenerwowany Pio Medyceusz, który jednocześnie sięgnął do papierośnicy po swojego ulubionego żółtego Camela. - Zapalisz, Nicolo?
- Nie, dziękuję. - odparł Dreder - Albo daj, zapalę. - szybko zmienił zdanie Mikołaj, zachęcony darmowym papierosem.
- Musimy znaleźć powiązanie między tymi trzema sektami, jestem przekonany, że mają wspólne ogniwo, które w jakiś sposób je łączy. Jeśli je znajdziemy i w nie uderzymy, każda z trzech sekt będzie wyraźnie osłabiona. - głośno myślał Medyceusz, jednocześnie powoli rozkoszując się kończącym się już Camelem.
- Nie wiem, nie mam pomysłu, ale wydaje mi się, że Projektanci, bądź też Architekci Prawdy, jak ich nazywałeś kilka lat temu żyją własnym życiem. Myślę, że aby poznać odpowiedź musimy wejść do podziemi kościoła...
(-) Mikołaj kardynał Dreder
Kardynał biskup Ostii
1 użytkownik polubienia ten post.1 użytkownik polubienia ten post.
• Albert
Liczba postów: 2635
Liczba wątków: 206
Dołączył: 27.11.2018
Zanim purpuraci ruszyli tajemnymi korytarzami do kościoła św. Agnieszki na Piazza Navona, kardynał de Medici nakazał biskupowi Henrykowi powiadomić o całej sytuacji Ojca Świętego, zastrzegł jednak, że na tym etapie nie może informować Sekretarza Stanu. Niemniej jednak:
A: Biskup Wieniawa zgodnie z poleceniem pojechał do Pałacu Apostolskiego, aby o wszystkim opowiedzieć Patriarsze Albertowi.
B: Biskup Henryk skierował swe kroki do Pałacu Kwirynalskiego, aby mimo zakazu Medyceusza najprzód opowiedzieć wszystko Sekretarzowi Stanu, Albertowi Orańskiemu.
C: Regent Henryk zachował tę informację tylko dla siebie... i dla swoich wspólników.
Bardzo proszę, aby @Henryk Ziemiański-Wieniawa wybrał jedną z podanych odpowiedzi i dalej kierował historią narracyjną swojej postaci.
***
![[Obrazek: 101005704499836078_t.jpg]](https://kustosz.stempel.org.pl/1033/101005704499836078_t.jpg)
Medyceusz oraz Dreder ruszyli tajnymi korytarzami pod Apostolskim Miastem. Prym prowadził kardynał Dreder, który potrafił czytać mapy jak mało kto. Doskonale wiedział, w którą stronę powinni skręcić, aby przez studzienkę kanalizacyjną wyjść w odpowiednim miejscu. Znajdując się tuż blisko Piazza Navona Dreder zatrzymał się i zbladł. Idący za nim z zadyszką Medyceusz postanowił zrobić sobie przerwę i zapalić kolejnego cigarette. Jednak gdy tylko próbował odpalić zapalniczkę dostał mocny cios w ramię:
- Schowaj to! Zaraz puścisz nas w powietrze! - krzyknął Mikołaj.
Medyceusz spojrzał tylko przed siebie. Papieros wypadł mu z ust. Zobaczył kryptę grobową zamienioną w tykającą bombę - ilość paliwa, skroplonego gazu, dynamitu oraz prochów wybuchowych była tak wielka, że Medyceusz w swej wojskowej historii tylu nie widział. Dreder podszedł do stalowych rur oddzielających ich od krypty i zauważył pułapkę. Gdyby tylko chwycił za klamkę, i on, i jego przyjaciel, i znajdujący się nad nimi Kościół św. Ludwika, z którego ongiś czas wykradziono ciało biskupa Pafnucego, poszli by z dymem.
- Chyba znaleźliśmy odpowiedź na tak szybkie tempo rozproszenia pożarów za czasów Klemensa IV - rzekł Mikołaj - nie podchodź, bo obaj zginiemy tu na miejscu.
- Pozwól, że podejdę spojrzeć w środek tej krypty. Wydaje mi się, że to krypta książąt francuskich, którzy umarli na terenie Apostolskiego Miasta. Od czasów Republiki Francuskiej mało kto znad Sekwany odwiedzał to miejsce - rzekł Medyceusz.
Dreder wyciągnął swoją archeologiczną lupę i zaczął badać kamienie wokół wejścia. Szukał wskazówki, która pozwoliłaby wejść do magazynu "ogniowego". Znalazł jedynie pewien herb, który kiedyś już widział.
- Kojarzysz ten herb miasta, Pio? - zapytał Dreder.
Medyceusz znowu zbladł. Lampa gazowa wypadła mu z rąk. Bardzo dobrze znał ten herb, miał go wytatuowany na lewym ramieniu.
- Widziałeś go u Don Corleone. To znak mafii, znak domu Vito, znak mojego niewolnictwa - rzekł ze smutkiem Medyceusz.
Lampa roztłukła się na wiele kawałków, jeden z nich, największy, uderzył w kamień będący przyciskiem w tych korytarzach. Nagle pojawił się duszący, gęsty dym. Medyceuszowi zawirowało w głowie. W tym czasie:
A: Eminencja Dreder uciekł tajemnym wejściem do kościoła św. Ludwika, a stamtąd do swojej rezydencji.
B: Eminencja Dreder szukał swego przyjaciela, ale zahaczył sutanną o zapadnię i wpadł w pułapkę.
C: Medyceusza schwytali Wieniawici, którzy wraz z Drederem wyprowadzili go do podziemi kościoła św. Agnieszki.
Bardzo proszę, aby @Mikołaj Dreder wybrał jedną z podanych odpowiedzi i dalej kierował historią narracyjną swojej postaci.
![[Obrazek: 101005704499836079_t.jpg]](https://kustosz.stempel.org.pl/1033/101005704499836079_t.jpg)
***
Nie minęło wiele czasu, jak Albert Orański został Sekretarzem Stanu. Przejął biuro po emerytowanym już kardynale Medyceuszu. W ostatnich miesiącach Medyceusz wręcz w obłędzie badał pewne sprawy, stąd jego kancelaria wyglądała jak pobojowisko. Albert Orański, pedant, nienawidził nieporządku. Wszystko musiało być ułożone z zegarmistrzowską wręcz precyzją. Stąd rozpoczął sprzątanie po poprzedniku i układanie swej kancelarii. Robiąc porządek w szafach i szufladach znalazł stary dziennik Medyceusza z czasów rządów Klemensa IV, Piusa Leona czy Jana II. Wielokrotnie pojawiło się tam odniesienie do Wieniawitów, Micronatti, Masonów, Mafii... i Orańskich. Fakt, wiele lat temu próbował skontaktować się z Medyceuszem, ale ten wzgardził jego obecnością. Wczytując się w kolejne dzienniki zadecydował:
A: Zmienić zamki we wszystkich drzwiach w Pałacu Kwirynalskim oraz nakazać wymianę zamków w Pałacu Laterańskim.
B: Skontaktować się z Medyceuszem w celu wyjaśnienia wszystkich spraw.
C: Wezwać swoje służby i udać się do podziemi Pałacu Laterańskiego, aby odkryć co kryją zasoby Tajnego Archiwum Sieniawskiego.
Bardzo proszę, aby @Albert Orański wybrał jedną z podanych odpowiedzi i dalej kierował historią narracyjną swojej postaci.
† PIO DE MEDICI
Panzerhaubitzekardinal
Gonfaloniere Wojsk Patriarszych, Marszałek Wielki Wojsk Lądowych, Dowódca wojsk Toskanii,
Książę Ferrary i Palestriny, markiz Monte Cassino, właściciel Mater Ecclesiae
Liczba postów: 772
Liczba wątków: 43
Dołączył: 14.05.2025
Arcybiskup zgodnie z poleceniem pojechał do Pałacu Apostolskiego, aby o wszystkim opowiedzieć Patriarsze Albertowi. Gdy już był na miejscu, zapukał do jednego z apartamentów patriarszych. Otworzył mu ksiądz kanonik Umberto Goglienani, pełniący funkcję sekretarza Dworu Patriarszego.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - rzucił na powitanie Regent. - Czy można prosić Jego Świątobliwość?
- Oczywiście. Ojciec Święty ma obecnie czas wolny, toteż niech Ekscelencja śmiało wejdzie - odrzekł mu duchowny, po czym zaprowadził arcybiskupa do skromnego salonu apartamencie.
Patriarcha Albert był w trakcie lektury duchowej. Na widok stojącego w drzwiach Regenta natychmiast przerwał czytanie i rzekł:
- Szczęść Boże, Ekscelencjo Henryku. Co arcybiskupa sprowadza?
- Wasza Świątobliwość, doszło do kradzieży ciała Karola Wawrzyńca w Bazylice Laterańskiej. Zatelefonował do mnie kardynał Pius i kazał mi tam przybyć. Gdy już dotarłem do świątyni, był tam wraz z kardynałem Drederem, który jako pierwszy odkrył zniszczoną tumbę - powiedział arcybiskup.
- I co dalej? - mruknął w odpowiedzi Patriarcha.
- Przy tumbie znaleziono dwie rzeczy, a mianowicie karta króla karo do gry w pokera. Był też kawałek ulotki jakiejś organizacji religijnej, o której pierwszy raz słyszę.
- Dobrze, dziękuję za informację. Ostatnio w Rotrii dzieją się przykre wydarzenia. Najpierw kradzież ciała biskupa Pafnucego, a teraz to. Trzeba zwiększyć środki bezpieczeństwa przy grobach wybitnych Rotryjczyków, bo inaczej takie incydenty będą się powtarzać. Ma Ekscelencja jakieś przypuszczenia? - spytał Ojciec Święty.
- Na pewno to nie jest sprawka jednej osoby. Według niego zarówno kradzieży ciał, zarówno biskupa Pafnucego, jak i teraz Karola Wawrzyńca, mogła dokonać zorganizowana grupa ludzi. Ale to muszą potwierdzić odpowiednie służby - rzekł Regent.
- W takim razie trzeba działać. Obiecuję, że jutro zajmę się sprawą. Miłej nocy, Ekscelencjo! - mruknął Patriarcha.
- Błogosławionej nocy, Wasza Świątobliwość! - rzucił na pożegnanie duchowny, po czym wyszedł z apartamentu.
Arcybiskup udał się do swojego pokoju, dzielącego ścianę z gabinetem. Odmówił kompletę i udał się na spoczynek. Czuł, że to będzie niespokojna noc.
Jego Książęca Wysokość i Ekscelencja mgr. net Henryk Tymoteusz Ziemiański-Wieniawa OSI
Książę Koronny Wielkiego Księstwa Ankony
Kapitan Regent Wielkiego Księstwa Ankony
Arcybiskup achkovski
Prymas II Federacji Nordackiej
Prefekt Kongregacji ds. Kościoła i Duchowieństwa
Markiz Senigalli
Hrabia Bari
Hrabia Arezzo
Baron Dalmazji
Liczba postów: 1143
Liczba wątków: 207
Dołączył: 14.12.2015
Podziemia Pałacu Laterańskiego pachniały kurzem i wilgocią. Światło latarek przecinało mrok wąskimi smugami, odsłaniając rzędy ciężkich regałów.
— Szukajcie wszystkiego, co nosi nazwisko Orański — powiedział cicho kardynał Albert Orański, poprawiając płaszcz. — Notatek, listów, raportów. Hieronim Sieniawski nie archiwizował bez powodu.
— Eminencjo — odezwał się prałat Verdi, wyciągając z szuflady opasły segregator. — „Micronatii. Korespondencja wewnętrzna”. Pieczęć biskupa Sieniawskiego.
Kardynał podszedł bliżej.
— Otwórzcie.
Kartki zaszeleściły.
— To raporty z obserwacji — mruknął Verdi. — Spotkania w Rotrii, nazwiska członków… O, tu. „Jerzy Maksymilian Orański — przewodniczący loży centralnej”.
Zapadła cisza.
— Przewodniczący? — powtórzył kardynał, jakby smakował słowo z niedowierzaniem. — Nie sympatyk. Nie sponsor. Lider?
— Tak to wygląda, Eminencjo — potwierdził drugi z towarzyszy, ojciec Fabio, który przeglądał cienki notes. — A tu są odręczne notatki Sieniawskiego. Pisze, że Jerzy posiadał „archiwum nacisku”.
— Archiwum… czego?
— Materiały kompromitujące najwyższe władze Rotrii.
Kardynał zbliżył twarz do kartki.
— Czytajcie.
— „Dowody finansowych powiązań Patriarchy Piusa IV z funduszami o nieustalonym pochodzeniu. Korespondencja Cesarego de Medici z oficerami skarlandzkiego wywiadu wojskowego. Wzmianki o presji wywieranej na Piusa Facibeniego"
Albert Orański zamknął oczy.
— A więc to nie były plotki.
— Eminencjo — odezwał się cicho Fabio — tu jest list. Podpisany inicjałami J.M.O. „Jeżeli Rotria nie spełni warunków, dokumenty trafią do Skarlandu”.
— Szantaż — wyszeptał kardynał. — Własne państwo trzymane za gardło przez lożę i obce służby.
Verdi przewrócił kilka stron.
— Jest więcej. Spis spotkań z przedstawicielami skarlandzkiego attaché wojskowego. Daty pokrywają się z kryzysami w Rotrii.
— A mój syn… — głos kardynała zadrżał, lecz szybko odzyskał twardość — wiedział, że igra z ogniem.
— Eminencjo, tu są kopie rachunków. Transfery środków do fundacji powiązanych z Micronatii — dodał Fabio. — Sieniawski dopisał: „Struktura wpływu obejmuje kurię i dwór patriarszy.
Kardynał odsunął się od stołu.
— Zatem Jerzy nie tylko przewodził. Budował system zależności.
— Co mamy zrobić z tymi dokumentami? — zapytał Verdi.
Albert Orański spojrzał na ciemny korytarz archiwum.
— Zabezpieczyć wszystko. Sporządzić kopie. Nikt poza nami nie może wiedzieć, co tu znaleźliśmy.
— A Jerzy?
Kardynał przez chwilę milczał. Wziął do ręki dziennik Piusa Marii de Medici i zamknął go z cichym trzaskiem.
— Prawda leży w tych papierach. A my właśnie zapaliliśmy światło w miejscu, gdzie przez lata panował mrok.
* * *
Park przylegający do Pałacu Laterańskiego tonął w półmroku, a latarnie rzucały długie, nierówne cienie na żwirowe alejki. Kardynał Albert Orański szedł powoli, z rękami splecionymi za plecami, jakby odprawiał w myślach prywatne nabożeństwo.
„Jeśli mieli dokumenty…” — powracała uporczywa myśl. — „Jeśli wiedzieli o archiwum Jerzego…”
Zatrzymał się przy starej lipie. Wspomnienie syna — upartego, błyskotliwego, zbyt pewnego siebie — ścisnęło mu gardło. Czy Jerzy uciekł? Czy został zmuszony do milczenia? A może…
Chrzęst żwiru przerwał tok rozmyślań. Nie odwrócił się od razu. W wojsku uczono go, że gwałtowna reakcja zdradza lęk. Zamiast tego poprawił tylko płaszcz i kątem oka dostrzegł cień przesuwający się między krzewami. Drugi cień pojawił się z przeciwnej strony.
— Panowie — powiedział spokojnie, odwracając się twarzą do nadchodzących sylwetek — park o tej porze bywa niebezpieczny.
Odpowiedzią był błysk metalu. Pierwszy napastnik rzucił się bez słowa. Kardynał zrobił półkrok w bok, chwycił go za nadgarstek i wykręcił z zaskakującą siłą. Mężczyzna syknął z bólu, nóż upadł w żwir. Krótki, precyzyjny cios łokciem w splot słoneczny powalił go na kolana. Drugi zamachnął się pałką teleskopową. Albert uchylił się, poczuł tylko muśnięcie wiatru przy skroni. Uderzył napastnika w gardło kantem dłoni, a potem kopnął w kolano. Tamten runął z głuchym jękiem.
— Błąd taktyczny — mruknął kardynał, cofając się o krok.
Z mroku wyłoniły się kolejne postacie. Cztery. Może pięć. Tym razem nie atakowali pojedynczo. Dwóch rzuciło się jednocześnie. Jeden objął go od tyłu, drugi uderzył w żebra. Powietrze uciekło z płuc kardynała sykiem. Zdołał jeszcze odchylić głowę i uderzyć potylicą w twarz napastnika za sobą — poczuł chrupnięcie nosa — lecz kolejny cios, tym razem twardym przedmiotem w skroń, zamroczył go. Kolana ugięły się.
— Szybko — warknął ktoś. — Do samochodu.
Ostatnim, co zarejestrował, była zimna faktura żwiru pod policzkiem i smak krwi w ustach. Potem czyjeś ręce podniosły go brutalnie, świat zakołysał się i zgasł.
Kilka minut później alejką biegł zdyszany sekretarz kardynała, monsignore Verdi. Zaniepokojony przedłużającą się nieobecnością przełożonego, ruszył jego śladem.
— Eminencjo! — zawołał, rozglądając się nerwowo. Odpowiedziała mu cisza.
Dopiero po chwili dostrzegł coś połyskującego w świetle latarni. Schylił się. Na żwirze leżał pierścień kardynalski — ciężki, ze szkarłatnym kamieniem i herbem rodu Orańskich. Obok widniały ślady szarpaniny: rozkopany żwir, smuga przeciągniętego ciała, kilka kropli krwi. Verdi poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła.
— Boże miłosierny… — wyszeptał, ściskając pierścień w dłoni.
W oddali, poza drzewami, przez ułamek sekundy mignęły światła odjeżdżającego samochodu. Potem park znów pogrążył się w ciszy, jakby nic się nie wydarzyło. Tylko pierścień — zimny i ciężki — świadczył, że ktoś właśnie rzucił wyzwanie nie tylko kardynałowi, lecz całemu porządkowi, który reprezentował.
Jego Królewska Wysokość i Eminencja
Albert Wilhelm van Oranje-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii, Nassau i Rotrii, Hrabia Forli, Książę Orański
Świętego Kościoła Rotryjskiego Kardynał
Sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej
1 użytkownik polubienia ten post.1 użytkownik polubienia ten post.
• Albert
Liczba postów: 2634
Liczba wątków: 256
Dołączył: 18.05.2016
Nieśmiało wybijające się promienie Słońca wskazywały, że nadchodzi poranek, ale kardynał Dreder zbytnio nie był zorientowany w aktualnej sytuacji. Przebywał w pomieszczeniu gdzie znajdowało się dużo krzeseł, a w centralnym jego miejscu było niewielkie podwyższenie oraz mały pulpit. Wszystko było dziwnie przytłaczające - białe ściany, biały sufit i czarna posadzka. Umarłem? Do cholery... - pomyślał Dreder. Po chwili otworzyły się drzwi, w nich ukazał się młody mężczyzna, który pewnym krokiem kroczył w stronę kardynała. Mikołaj z przerażeniem przyglądał się tej osobie.
- Czy chcesz Bracie porozmawiać o Wieniawie? Nazywam się Fabrizio, jestem Najstarszym Zboru.
- Kim jesteś? Jaki bracie? Co jest grane? Gdzie ja jestem? - odrzekł zdzwiony całą szopką Dreder.
- Jesteś w bezpiecznym miejscu. - odpowiedział enigmatycznie młody rotryjczyk - Leżałeś na środku ulicy mocno poturbowany ze swoim kolegą, on jest w gorszym stanie.
- Pio! Gdzie jest Pio?
- Tak samo jak ty, jest w bezpiecznym miejscu. Moja żona Giulia się nim opiekuje. - uspokoił Mikołaja Fabrizio - Odpowiadając na twoje pytanie, jesteś w zborze Świadków Wieniawy. Zgodnie z naszym prawem, ci którym członkowie zboru uratują życie, zostają wieniawitami z mocy prawa. Witaj w rodzinie.
W pierwszej chwili Dreder nie był w stanie przetrawić takie zwrotu akcji, ale po chwili namysłu uznał, że asymilacja ze Świadkami Wieniawy może go znacząco przybliżyć do serca tajemnicy, którą od wielu lat próbują rozwiązać. Jednym problemem było przekonać Piusa do tego.
- Czy mógłbym zobaczyć się z moim kolegą? Chciałbym z nim porozmawiać, on panicznie boi się obcych, a przy mnie się uspokoi. - zwrócił się Mikołaj do Fabrizio.
- Hmm... nie wiem jak on się czuje teraz, ale dobrze. Mój zastępca, Romano, zaprowadzi Cię do niego. - przystał Fabrizio na prośbę Dredera.
- Świetnie...
Romano był totalnym przeciwieństwem Fabrizio - mały, gruby oraz zadawał irytujące pytania. Dreder jak nikt inny był wyczulony na takich ludzi, w związku z czym, Romano, po serii głupich pytań szybko przekonał się co Mikołaj o nim myśli. Mimo braku zgodności charakterów, po kilku minutach spaceru dotarli do miejsca gdzie de Medici dochodził do zdrowia.
- Świetnie wyglądasz, prosze, Twoje ulubione Camele, kupiłem po drodze. Wiem, że chcesz zapa...
- Żadnego palenia! To kategorycznie wykluczone w naszej wspólnocie! - przerwała Mikołajowi Giulia, żona Fabrizio, opiekująca się Piusem.
- Dlaczego imiennik wielu Patriarchów nie może w spokoju zapalić ulubionego papierosa? - kontynuował Dreder
- My nie palimy, kto pali podlega wykluczeniu z grona Świadków Wieniawy. Poza tym, jaki imiennik Patriarchów? To jak on ma na imię? U nas imiona rotryjskie są niedozwolone. - odpowiedziała Mikołajowi Giulia, która choć wyglądała na skromną dziewczynę, jak się okazało, była bardzo elokwentna.
- Yyy.... cholera, mam zaniki pamięci po naszym wypadku. Czy mógłbym porozmawiać z przyjacielem na osobności z przyjacielem? - naciskał kardynał
- Dobrze, ale tylko chwilę. - odrzekła Julia, po czym oddaliła się do innego z pomieszczeń socjalnych.
Kardynałowie rozmawiali bardzo cicho, wręcz szepcząc sobie na ucho...
(-) Mikołaj kardynał Dreder
Kardynał biskup Ostii
|