Wasza Ekscelencjo,
Przewielebny Wielki Inkwizytorze,
Chciałem na wstępie zaznaczyć, że chociaż świat mikronacji zezwala na pełną dowolność oraz pełną kreatywność kreowania naszej mikronacyjnej tożsamości oraz otoczenia, to jednak od zawsze były pewne podobieństwa oraz cechy, które łączyły mikronacje z realnym światem i nadawały samego realizmu tej zabawie. Skupiając się na tej kluczowej i najważniejszej w tym procesie sprawie, czyli śmierci naszego "mikronacyjnego ja", od zawsze istniały pewne niepisane normy, które wyraźnie mówiły - wirtualna śmierć stanowi koniec danej tożsamości. Cóż mogę, Wielki Inkwizytorze, więcej powiedzieć - te same normy dotyczyły wszystkich w naszej historii; gdy z Rotrii odmeldował się Lorenzo panujący wtedy jako Leon II, nigdy do Rotrii nie wrócił jako popularny "Lorek" tylko jako de Cordoba, chociaż równolegle klonował się jako Eleonora i kilkoro innych postaci. Gdy Rotrię opuścił Franciszek von Habsburg - ponownie zawitał jako van Berden, gdy Rotrię opuścił Cesare de Medici - wrócił jako Sieniawski. Mógłbym tak jeszcze wymieniać i wymieniać, ale zakończę jeszcze tylko przykładem legendy umierania Wieniawy i przypomnę ile on po drodze stworzył postaci.
Co więcej, chciałbym - już mówiąc konkretnie o przykładzie postaci Alberta Orańskiego - przypomnieć wydarzenie sprzed dwóch albo trzech lat, gdy niejaki Piechota przejął jego konto i próbował działać w Rotrii jako Albert właśnie. Skąd mamy mieć pewność, że teraz nie ma miejsce jakieś podobne zjawisko? Że Albert wcale nie jest Albertem, tylko znów ktoś się pod niego podszywa? Wiem doskonale o tym, że ciężar winy zawsze spoczywa na stronie oskarżającej, ale ta sytuacja jest zgoła odmienna i uważam, że przede wszystkim Albert Orański - sam i dobrowolnie - powinien udowodnić, że jest tym samym Albertem, który odszedł z Rotrii 6 lat temu. Z obecnego grona rotryjczyków najdłużej znam Alberta Orańskiego, miał on możliwość mnie poznać około 14-15 lat temu - przez wiele lat byliśmy również bliskimi współpracownikami. Ku zaskoczeniu większości, powiem tylko jedną, ważną kwestię, obecny Albert Orański w niczym nie przypomina mi dawnego Alberta Orańskiego słynącego z błyskotliwego języka, celnych ripost i aury tajemności - dzisiejszy, nowy Albert Orański jest jałową, bezpłciową postacią, a jej wiadomości mają wydźwięk podobny do tych generowanych przez GPT - brakuje tylko słynnego "dokładnie, masz rację". Jak widać na naszym publicznym forum, jestem niechętny wobec Alberta Orańskiego i jest to właśnie spowodowane moimi podejrzeniami, do których mam pełne prawo. Sam fakt, że bardzo dobrze znałem Alberta sprawił, ze nabrałem tych podejrzeń do jego osoby i nie mam co do niego żadnego zaufania.
Bulwersująca jest również szybka kariera kościelna, ledwo po miesiącu od ponownych wirtualnych narodzin tak naprawdę, Albert Orański został kardynałem - jako nowy mieszkaniec, wciąż osoba na dorobku, bez realnego wkładu w rozwój Państwa Kościelnego i Stolicy Apostolskiej po 15 stycznia 2026 roku, a więc po dacie przybycia na ziemie rotryjskie. Suma wszystkich tych wydarzeń rzuca na całokształt nowej postaci Alberta Orańskiego dziwne światło, którego większość z mieszkańców nie zauważyła wpadając w euforię z powodu "powrotu Alberta" i nie analizując tej sytuacji. Tym bardziej, że Albert ogłosił swoją śmierć, jego ulubieniec i wnuk Wilhelm Orański zorganizował mu pogrzeb, o czym mówiłem we "Wniosku o uznanie cudu". Co prawda, Albert zaprzecza wszystkiemu i twierdzi, że "to my" go pochowaliśmy, ale umówmy się - logicznym jest, że nikt nikogo w mikronacjach nie pochował bez żadnej podstawy.
/-/ Mikołaj kardynał Dreder