Liczba postów: 1150
Liczba wątków: 207
Dołączył: 14.12.2015
Wasza Ekscelencjo,
Na wstępie proszę wybaczyć, jeśli coś przekręcę, ale mówimy o wydarzeniach sprzed przeszło 10 lat - nie wszystko już pamiętam tak dobrze. Czasem więc pozwolę sobie na niedopowiedzenia i wątpliwości - fakty jednak są łatwe do sprawdzenia na archiwalnym forum, a wysoki trybunał raczy zapewne oczekiwać ode mnie komentarza, interpretacji tych wydarzeń i opowiedzenia tego, co nie zostało nigdzie opublikowane. Oto więc moja wersja tamtych dni:
Zanim doszło do wydarzeń rewolucji październikowej zasiadałem na tronie Niderlandów. Na tydzień przed śmiercią Piusa IV ogłosiłem zamiar abdykacji i przekazania pełni władzy królewskiej w ręce mojego pierworodnego syna Wilhelma I (nie mylić ze znanym wam z Rotrii Wilhelmem, który był moim wnukiem, synem najmłodszego syna Jana Alberta). Gdy 15 października podpisałem zgodnie z zapowiedzią abdykację w Rotrii panował już chaos spowodowany śmiercią patriarchy i jego najbliższych współpracowników. Nie będąc już monarchą przybyłem więc do Rotrii.
Pius IV przed śmiercią przekazał Ksaweremu van Berdenowi pełnię władzy nad Państwem i Kościołem, co jednak budziło szereg wątpliwości wśród niższego kleru i ogółu wiernych - już wtedy panowało bowiem powszechne przekonanie, że Berden jest klonem patriarchy. Przed rzekomym zamachem z resztą Berden nie był częstym gościem w Rotrii, aż tu niespodziewanie stał się najważniejszą figurą. Nie pamiętam kto podjął decyzję o jego aresztowaniu (blokadzie konta), ale stało się to dość szybko i regent de facto nie rozpoczął wówczas swojego urzędowania. Większość była wówczas przekonana, że jest to nominacja niegodna i z tego powodu nieważna.
W tym samym czasie do Rotrii wrócił Cosimo de Medici, który był wówczas najstarszym Rotryjczykiem w całym tym zamieszaniu i jako taki zyskał szybko poparcie wśród ogółu społeczeństwa. Z racji że znaliśmy się już od dawna, również i ja poparłem Kosmę. Ogół zebranych wówczas na soborze wiernych podjął decyzję, że wobec braku kolegium kardynalskiego kolejny patriarcha powinien zostać wybrany przez powszechne konklawe. Tak się też stało.
Kolejne miesiące upływały pod panowaniem Klemensa III, którego w tym czasie wspierałem jako Wicekanclerz (szef rządu). Patriarcha skupiony był raczej na sprawach kościelnych, ja zaś na sprawowaniu świeckiej władzy. Choć styl Klemensa III nie wszystkim przypadł do gustu, to ważność jego wyboru nie była przedmiotem sporu i na arenie międzynarodowej, jak i w całym Kościele nie było wówczas watpliwości związanych z ważnością tego pontyfikatu.
Panowanie Klemensa III zostało skrócone przez kamerlinga z uwagi na nieaktywność Patriarchy - ta była spowodowana realowym stanem zdrowia (wypadkiem). Będąc w stałym kontakcie telefonicznym z Kosmą, za jego wiedzą i zgodą opublikowałem bullę ustanawiającą mnie regentem. Gdy jednak perspektywa jego powrotu oddalała się, a kontakt urwał się w pewnym momencie kolegium kardynalskie (do którego wówczas jeszcze nie należałem) podjęło decyzję o skróceniu/zakończeniu pontyfikatu i wyborze mojej osoby na jego następcę.
W początkowym okresie mojego panowania nic nie wskazywało, na nadchodzącą katastrofę. Panowanie Aleksandra IV rozpoczęło się na początku lutego, jednak już w marcu doszło do inspirowanego z zewnątrz powstania i interwencji wojsk Skarlandu. Posłuszeństwo Patriarsze wypowiedziało większość kleru, a ci którzy pozostali lojalni nie wychylali się przed skarlandzkie włócznie i szpady. Szybko jednak spiskowcy i najeźdźcy skoczyli sobie do gardeł i najpierw jedni, a póżniej drudzy pokornie wrócili przed patriarszy tron. Okazało się bowiem, że rewolta nikomu nie przyniosła spodziewanych efektów - ani najeźdźcom, ani spiskowcom - udało mi się więc zwrócić ich przeciwko sobie oraz przekonać, że tym układzie wyłącznie patriarcha jest ich sprzymierzeńcem i szansą na normalność.
Z resztą jedynym powodem dla którego to się udało i ci którzy wystąpili przeciwko Aleksandrowi IV później ofiarnie Złotemu Tronowi służyli, był fakt, iż legalność władzy Aleksandra IV nie była przedmiotem rozważań - oczywistym dla wszystkich było, że jest to legalny patriarcha. Niemniej jednak Skarland pozostał obecny w Rotryjskiej polityce, początkowo sprawując świecką i wojskową władzę w państwie, później jednak wycofując swoje wojska.
Pod koniec maja panowała aktywnościowa flauta i powszechny marazm. Po intensywnych wydarzeniach z października, a później marca kraj pogrążył się w zapaści. Podjąłem decyzję o abdykacji, a Rotria przeniosła się na forum Skarlandu - z powodu wygaśnięcia domeny i hostingu.
Po miesiącu zastoju w rotryjczykach obudziła się jednak chęć odbudowy Rotrii. Głównie za sprawą głupawych pomysłów rozwiązania Kościoła, sekularyzacji państwa i innych tego typu herezji. Z resztą to chyba wówczas powstały tytuły Wielkiego Księcia Rotrii i inne zawłaszczone przez skarlandczyków… Następcą Aleksandra IV wybrany został Benedykt I (Mikołaj Dreder) - to pragnę podkreślić - następcą Aleksandra IV, a nie Piusa IV.
W czasie tzw. niewoli skarlandzkiej gdy na jednym forum zmieściliśmy Rotrię, Skarland i Niderlandy (które również miały problemy z serwerem) działo się dość dużo - próżno to wszystko opisywać teraz, ale pod koniec 2015 roku już w tym kotle mocno wrzało. Kościół został podzielony na frakcję Medyceuszy, zbuntowany kościół w nurcie protestanckim, odłam niderlandzki - każdy ciągnął w swoją stronę.
Wtedy to cały na biało z szafy wyciągnięty został Berden, jako remedium na trawiące nas problemy. Uzgodniliśmy wówczas reset do października 2014 - chcąc jakkolwiek wybrnąć z impasu ustaliliśmy, że Klemens III, Aleksander IV i Benedykt I będą antypatriarchami, a legalną władze wywiedziemy od Berdena. Ponadto wszyscy mieli zrzec się tytułów i godności i zacząć wszystko od nowa, na nowym (aktualnym) forum Rotrii. Legalność Benedykta jako patriarchy uchwalono o wiele później, nadal zastanawiam się dlaczego - podejrzewam że Wieniawa kupił sobie wybór za tę właśnie uprzejmość wobec Dredera.
Podsumowując więc (jeśli kogoś odrzuca ta bryła tekstu może zacząć czytać tutaj):
W mojej opinii Klemens III oraz Aleksander IV byli legalnymi patriarchami, gdyż w momencie swojego wyboru sprawowali władzę nad Kościołem i Państwem, zarządzali strukturami informatycznymi ówczesnej Rotrii, a legalność ich władzy nie budziła niczyich wątpliwości, zaś późniejsze ich uznanie za antypatriarchów (razem z Benedyktem I) było motywowane wyłącznie chęcią ratowania trwającego wówczas w kryzysie i podzielonego Kościoła. W tym wypadku cel usprawiedliwiał w pewnym sensie popełnioną niegodziwość, lecz po tylu latach powinniśmy oddać sprawiedliwość ludziom, którzy wówczas poświęcali się dla budowania Rotrii pełniąc urząd Najwyższego Kapłana.
Jego Królewska Wysokość i Eminencja
Albert Wilhelm van Oranje-Nassau
Książę Niderlandów, Oranii, Nassau i Rotrii, Hrabia Forli, Książę Orański
Świętego Kościoła Rotryjskiego Kardynał
Sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej