30.08.2026, 14:39:48
Kolejne dni na Monte Cassino okazały się zaskakująco spokojne. Po tempie pierwszych godzin pobytu Pedro przyjął tę odmianę niemal z wdzięcznością. Po raz pierwszy od dłuższego czasu pozwolił sobie nie mieć dokładnie zaplanowanego dnia. Jadał późniejsze śniadania, spacerował po ogrodach, zaglądał do biblioteki i odpowiadał jedynie na tę korespondencję z Móstoles i Walencji, której naprawdę nie wypadało odkładać. Przywieziony chart zdążył tymczasem znaleźć własne ulubione miejsca w ogrodzie i najwyraźniej uznał Monte Cassino za swój nowy dom.
Z zainteresowaniem obserwował również literacką działalność gospodarza. Kardynał de Medici potrafił znikać na długie godziny, by później światło dzienne ujrzały kolejne owoce jego pióra. Pedro czytał je z uwagą, początkowo próbując zachować należną klasztornym murom powagę. Rzadko z powodzeniem. Kilkakrotnie z jego apartamentu dobiegł nagły, całkiem niekrólewski wybuch śmiechu, który na moment burzył ciszę otulającą zabudowania. Za każdym razem obiecywał sobie większą powściągliwość przy następnej lekturze. Za każdym razem bez większego skutku.
Spokój miał jednak również tę wadę, że pozostawiał człowiekowi zbyt wiele czasu na myślenie. Z ojczyzny przychodziły kolejne wiadomości. Pedro coraz częściej łapał się na tym, że zamiast zastanawiać się nad następnym dniem w Toskanii, układa w głowie listę spraw, którymi chciałby zająć się po powrocie. Ponadto zdawał sobie sprawę, że po wyborze nowego Patriarchy wypadałoby zwolnić przeznaczony mu apartament. Kto wie, być może nowy właściciel tyłka siedzącego na Złotym Tronie będzie tu milej widziany.
Tego popołudnia melancholijny nastrój zaprowadził Króla Seniora do głównej galerii kompleksu. Przechodził powoli wzdłuż ścian, zatrzymując się przy obrazach, w których odnajdywał kunszt rodzimych artystów. Najpierw stanął przed płótnem jednego z najlepszych skarlandzkich malarzy XVII wieku - El Draco, przedstawiającym burzę nad przedmieściami Walencji. Kilka kroków dalej wisiał pogrzeb Carlosa I. Tamtych wydarzeń Pedro nie musiał znać z kronik, bo był ich świadkiem. Patrzył na utrwalony na płótnie ceremoniał. Oczywiście z hagiograficzną przesadą. Przypomniał sobie jednak atmosferę tamtych dni. Pomyślał, że nawet odchodzić z tego świata można w bardzo różnym stylu. Na końcu galerii czekał kolejny obraz El Draco, podpisany jako "Mężczyzna z ręką na piersi".
Pedro przystanął przy nim. Wysoki kołnierz, czarny strój, pełna dostojeństwa poza i dłoń spoczywająca na piersi nieco kłóciły się z twarzą, którą wyraźnie rozpoznawał. Znał osobiście pewnego monarchę, którego sportretowany mężczyzna łudząco przypominał. Uznał, że gospodarz Monte Cassino zatrzymał płótno raczej z miłości do twórczości El Draco albo ze względu na jego wartość, niż z przesadnego sentymentu do osoby, którą obraz tak niefortunnie przywodził na myśl.
Usłyszał za sobą kroki.
Kardynał Pio wszedł do galerii bez słowa i zatrzymał się obok. Pedro również nic nie powiedział. W pewnym wieku mężczyźni nie potrzebują już nadmiaru słów, żeby dotrzymać sobie towarzystwa. Przez chwilę obaj patrzyli na burzę nad Walencją. Z burzami jest chyba tak, że dopiero kiedy przeminą, człowiek zaczyna nazywać je pejzażem. Pedro zerknął na stojącego obok kardynała.
- A co jeśli wybiorą Eminencję?
Surowe spojrzenie Medyceusza wystarczyło za odpowiedź. Pedro wrócił wzrokiem do obrazów i postanowił zmienić temat.
- Myślę powoli nad powrotem do Królestwa. Chciałbym osobiście nadzorować odbudowę włości. Czy zechciałby mi Eminencja odstąpić jeden z obrazów ze swojej kolekcji? Chętnie powiesiłbym któryś z nich w posiadłości w Móstoles. Oczywiście nie za darmo.
Spojrzał jeszcze raz na "Mężczyznę z ręką na piersi", po czym delikatnie się uśmiechnął.
- No i może niekoniecznie ten.
![[Obrazek: Chat-GPT-Image-30-sie-2026-14-33-19.png]](https://i.ibb.co/6c8p4zV6/Chat-GPT-Image-30-sie-2026-14-33-19.png)
Z zainteresowaniem obserwował również literacką działalność gospodarza. Kardynał de Medici potrafił znikać na długie godziny, by później światło dzienne ujrzały kolejne owoce jego pióra. Pedro czytał je z uwagą, początkowo próbując zachować należną klasztornym murom powagę. Rzadko z powodzeniem. Kilkakrotnie z jego apartamentu dobiegł nagły, całkiem niekrólewski wybuch śmiechu, który na moment burzył ciszę otulającą zabudowania. Za każdym razem obiecywał sobie większą powściągliwość przy następnej lekturze. Za każdym razem bez większego skutku.
Spokój miał jednak również tę wadę, że pozostawiał człowiekowi zbyt wiele czasu na myślenie. Z ojczyzny przychodziły kolejne wiadomości. Pedro coraz częściej łapał się na tym, że zamiast zastanawiać się nad następnym dniem w Toskanii, układa w głowie listę spraw, którymi chciałby zająć się po powrocie. Ponadto zdawał sobie sprawę, że po wyborze nowego Patriarchy wypadałoby zwolnić przeznaczony mu apartament. Kto wie, być może nowy właściciel tyłka siedzącego na Złotym Tronie będzie tu milej widziany.
Tego popołudnia melancholijny nastrój zaprowadził Króla Seniora do głównej galerii kompleksu. Przechodził powoli wzdłuż ścian, zatrzymując się przy obrazach, w których odnajdywał kunszt rodzimych artystów. Najpierw stanął przed płótnem jednego z najlepszych skarlandzkich malarzy XVII wieku - El Draco, przedstawiającym burzę nad przedmieściami Walencji. Kilka kroków dalej wisiał pogrzeb Carlosa I. Tamtych wydarzeń Pedro nie musiał znać z kronik, bo był ich świadkiem. Patrzył na utrwalony na płótnie ceremoniał. Oczywiście z hagiograficzną przesadą. Przypomniał sobie jednak atmosferę tamtych dni. Pomyślał, że nawet odchodzić z tego świata można w bardzo różnym stylu. Na końcu galerii czekał kolejny obraz El Draco, podpisany jako "Mężczyzna z ręką na piersi".
![[Obrazek: Chat-GPT-Image-30-sie-2026-13-46-30.png]](https://i.ibb.co/DPDt8Z4m/Chat-GPT-Image-30-sie-2026-13-46-30.png)
Pedro przystanął przy nim. Wysoki kołnierz, czarny strój, pełna dostojeństwa poza i dłoń spoczywająca na piersi nieco kłóciły się z twarzą, którą wyraźnie rozpoznawał. Znał osobiście pewnego monarchę, którego sportretowany mężczyzna łudząco przypominał. Uznał, że gospodarz Monte Cassino zatrzymał płótno raczej z miłości do twórczości El Draco albo ze względu na jego wartość, niż z przesadnego sentymentu do osoby, którą obraz tak niefortunnie przywodził na myśl.
Usłyszał za sobą kroki.
Kardynał Pio wszedł do galerii bez słowa i zatrzymał się obok. Pedro również nic nie powiedział. W pewnym wieku mężczyźni nie potrzebują już nadmiaru słów, żeby dotrzymać sobie towarzystwa. Przez chwilę obaj patrzyli na burzę nad Walencją. Z burzami jest chyba tak, że dopiero kiedy przeminą, człowiek zaczyna nazywać je pejzażem. Pedro zerknął na stojącego obok kardynała.
- A co jeśli wybiorą Eminencję?
Surowe spojrzenie Medyceusza wystarczyło za odpowiedź. Pedro wrócił wzrokiem do obrazów i postanowił zmienić temat.
- Myślę powoli nad powrotem do Królestwa. Chciałbym osobiście nadzorować odbudowę włości. Czy zechciałby mi Eminencja odstąpić jeden z obrazów ze swojej kolekcji? Chętnie powiesiłbym któryś z nich w posiadłości w Móstoles. Oczywiście nie za darmo.
Spojrzał jeszcze raz na "Mężczyznę z ręką na piersi", po czym delikatnie się uśmiechnął.
- No i może niekoniecznie ten.


![[Obrazek: herb-pedro-pelny-500.png]](https://i.ibb.co/Kp0GS35X/herb-pedro-pelny-500.png)

![[Obrazek: 101005704499834958_t.jpg]](https://kustosz.stempel.org.pl/1033/101005704499834958_t.jpg)
![[-]](https://forum.rotria.net.pl/images/duende_v3_local/collapse.png)
![[Obrazek: 101005704499842929_t.png]](https://kustosz.stempel.org.pl/1471/101005704499842929_t.png)
![[Obrazek: s1j8m9n.png]](https://i.imgur.com/s1j8m9n.png)